1. Facebook porzuca pracę nad Interfejsem Mózg-Komputer 🧠

Jeżeli jest coś za co możemy kochać wielkie korporacje IT - poza oczywiście darmowym (hehe) oprogramowaniem używany przez milionów użytkowników - to ichniejsze Moonshoty. Słynie z nich głównie Google (z ich legendarnym już Google X czy projektami pokroju Calico), no i oczywiście Elon Musk, którego w zasadzie każdą nową firmę można potraktować jako Moonshot - ostatnio w końcu trwa wyścig miliarderów o dominacje na rynku kosmicznej turystyki, wchodzący właśnie w bardzo interesującą fazę.

Po paru latach okazuje się, że odcinek Simpsonów z udziałem Elona Muska jest coraz bliższy rzeczywistości.

Jednak nie wszystkie “TheBigTech” są utożsamiane z podobnymi inicjatywami, żeby wymienić tutaj choćby Facebooka, którego największym “skokiem w bok” wydaje się być VR. Okazuje się jednak, że i firma Marka Zuckeberga po cichu rozwija interesujące inicjatywy. W ramach MIT Technology Review pojawił się artykuł na temat jednego z takich projektów. Dowiadujemy się z niego, że Facebook pracował nad hmmm… interfejsem do odczytywania umysłu. Inicjatywa miała być trochę zbliżona do znacznie lepiej znanego Neuralinka (i to jest ten maginczy moment, gdy znowu mogę podzielić się moim ulubionym artykułem w całym internecie), a całość miała być suplementem do wspomnianego już VR. Wynki same w sobie były bardzo interesujące - po kalibracji (50 słów wyobrażonych 10,000 razy), mężczyzna o pseudonimie Bravo-1 osiągnął 75% precyzje w dyktowaniu wyrażeń za pomocą własnego mózgu.

Okazuje się jednak, że 50 słów to dość ograniczony słownik, ¾ to precyzja była zbyt mała, żeby nie powodować frustracji, a długotrwała kalibracja mocno ograniczyła możliwości komercjalizacji. Dlatego też, w zeszłym tygodniu Facebook ogłosił zarzucenie projektu. Wspomiana publikacja MIT to mimo wszystko fascynująca lektura, opisująca przebieg całego projektu i działań na styku wielka korporacja-ośrodek naukowy.

Powiedzmy sobie też szczerze - 2017 (kiedy projekt startował) to chyba ostatni moment gdy jeszcze hasło “Facebook będzie czytał Twój mózg” mogło wzbudzać entuzjazm...

Nie jest to oczywiście jedyny porzucony przez Facebooka projekt. Dla wielu z nich taka decyzja oznacza definitywny koniec, ale bywają przypadki gdy historia pisze ciąg dalszy. Za przykład niech posłuży satelitarny internet, nad którym pracowała firma. Mimo, że Facebook ze wględu na kontrowersje porzucił inicjatywę, bardzo szybko jego miejsce zajął Amazon, podkupując zespoł i wdrażając go w swój własny projekt Project Kuiper, który do 2029 ma składać się aż z 3,236 satelit.

A jak już mowa o satelitanych internetach - czy zastanawialiście się kiedyś jak w praktyce sprawdza się Starlink? Już w maju The Verge miało okazje zrecenzować jego wersję beta i wyniki były… średnie. Także jako osoba jeszcze do niedawna mieszkająca poza zakresem dochodzenia światłowodu (nie polecam….), mam nadzieję, że konkruencja będzie miała zbawienny wpływ nie tylko na osiągi, ale i ekologiczność całej inicjatywy.

W tym miejscu (na koniec długiej sekcji) chciałbym polecić odcinek podcastu “Dział Zagraniczny” o kosmicznych śmieciach. Przedstawia problem, ale przynosi też nutkę tak potrzebnego optymizmu.

Źródła

2. Opublikowan MongoDB 5.0 z kilkoma interesującymi nowościami 🍃

Jestem pewien, że niejedna osoba słysząc NoSQL, ma przed oczami właśnie MongoDB. O ile jest sporo starszych projektów, to jednak właśnie baza z liściem w logo była chyba pierwszą, która przebiła się do masowego odbiorcy. Sukcesów szukałbym w wygodzie, jaką daje model dokumentowy, przynajmniej dla “Greenfieldów” (i do pierwszej zmiany “schemy” bazy lub wdrożenia bardziej skomplikowanego modelu danych). Co prawda, pojawiająca się przez lata krytyka trochę popsuła prasę MongoDB (żeby wspomnieć tylko nieco już legendarny artykuł programistki Diaspory), ale w dalszym ciągu jest to rozwiązanie kuszące dla projektów, które z góry zakładają skalowanie do poziomu milionów użytkowników już na poziomie proof-of-concept.

Klasyk - po latach ciągle aktualny ❤️

Jednak poprawienie użyta, MongoDB ma swoje zastosowania, a jego twórcy w pocie czoła pracują nad tym, by przekonać do siebie programistów. Przykładowo, wersja czwarta wprowadziła tranzakcyjność (podpowiedź ode mnie - jeżeli bardzo potrzebujecie tego właśnie featura w Mongo, przemyślcie Wasz schemat danych), a w ostatnim tygodniu miała swoją premierę piąta już, duża edycja tej właśnie bazy. Tym razem, celem przyświecającym twórcom jest produktywność programistów.

Jedną z z zapowiedzi jest nowy cykl releasowy. Kolejne wersje MongoDB wydawane będą co kwartał poprzez tzw. Rapid Releasy -  aczkolwiek “duże edycje” w dalszym ciągu pojawiać się mają raz do roku. Dla tych, którzy z przerażeniem patrzą na potrzebe aktualizacji bazy danych raz na kwartał, wprowadzona została zaś funkcjonalność wersjonowanego API bazy danych - między kolejnymi wersjami zachowana ma być stabilność, a to programista decydować ma o momencie przejścia na nową wersje wtedy, kiedy będzie to wygodne dla niego (i projektu).

Z punktu widzenia użytkownika, MongoDB 5.0 to też trzy duże ogłoszenia. Ostatnimi czasy, popularność zdobywają Time Series Databases - okazuje się, że są one świetnym rozwiązaniem dla systemów zbierających duże ilości danych. Mongo postanawiam podpiąć się pod ten wagonik -  o ile wcześniej nic nie stało na przeszkodzie, żeby tego typu dane w MongoDB trzymać, to teraz baza dostanie dla nich wyspecjalizownay “natywny” tryb, zoptymalizowany pod specyficzne wymagania tego typu zbiorów.

Z pewnością też ważną nowością (głównie dla tych którzy używają MongoDB Atlas - chmurowej wersji “managed”) jest wersja testowa Mongo Serverless. Działa ona w modelu skalowania i rodzaju pricingu podobnym do CosmosDB, który można określić jako “pay as you go” - Ty płacisz, a Atlas daje Ci skrojone pod Ciebie zasoby. To wszystko możliwe jest dzięki trzeciej dużej zmianie, tak zwanemu “live shardingowi”, umożliwiającemu wprowadzenie zmian w sposobie shardingu przy zerowym “downtime”. Wcześniej było to bardzo, bardzo trudne i zabierało systemom opartym o Mongo niezbędną w dzisiejszych czasach elastyczność.​​

To co, kto z Was używa MongoDB? Jak zapatrujecie się na zmiany? Napiszcie proszę na naszym Facebooku.

Źródła

3. Jak wygląda kwestia wypalenia wśród programistów 🔥

Powiedzmy sobie szczerze - w naszej branży pracuje się dość dobrze. Firmy zabiegają o programistów, owocowe czwartki, dobre uposażenia - ogólnie, mamy raczej rynek pracownika. Wiadomo - “Your Mileage May Vary”, ale w zasadzie pracodawcy spełniają nasze wszelkie zachcianki, czasem nawet te najbardziej durne. Dodatkowo, ostatni pandemiczny rok doświadczył nas (przynajmniej na pierwszy rzut oka) znacznie mniej niż inne branże - rynek się nie załamał, zapotrzebowanie na nasze potrzeby jeszcze wzrosło, dodatkowo większość z nas zyskała możliwość pracy z domu. Dla osób z zewnątrz, IT jawi się niczym swoiste eldorado.

Bardzo “entertajning” talk od Daniela Pokusa w tym temacie.

Dlatego też po takim pobieżnym rzucie oka, zaskoczeniem może być fakt, jak wielkim problemem jest w branży wypalenie. W zeszłym tygodniu internet obiegły badania Haystack, przeprowadzone na próbce 258 programistów z Wielkiej Brytanii - liczba ta nie wydaje się być wielką, jednak według twórców raportu jest ona statystycznie istotna. 87% uczestników twierdziło, że widzi u siebie znamiona wypalenia, z czego 55% określiło je jako “poważne”. Symptomy nasiliły się podczas pandemii, a głównym motorem jest zwiększona ilość pracy oraz ogólny lęk związany z pandemią, choć w czołówce znalazły się też niepewność przyszłości oraz brak kontaktu z bliskimi.

O ile przyczyny związane z covidem są pewnie udziałem większości społeczństwa, o tyle zasypywanie ludzi zadaniami i odpowiedzialnościami, każdego robiąc fullstackiem, jest częstą charkaterystyką naszej branży. Bardzo dobrze opisuje to publikacja Mehdiego Zeda z bloga jesuisundev.com, w którym wspomina on projekt, który doprowadził go do takiego właśnie stanu. Mam smutne przewidywanie, że niejedno z Was dobrze odnajdzie się we wspomnieniach Mehdiego.

Jak rozpoznać wypalenie i skąd ono się bierze? Według badań Christine Maslash, wpływa na niego sześć sekcji naszej pracy

  • ilość pracy (o tym już wspomnieliśmy)
  • sprawczość
  • społeczność w której pracujemy
  • wartość przynoszona przez project
  • potencjalna nagroda za pracę...
  • … oraz sprawiedliwość jej rozdziału

Jak więc widać, problem jest skomplikowany i wielopłaszczyznowy. Szerzej opisuje go artykuł z A Life of Productivity, zawierający też “akcjonowalne” porady.

Dlatego też na sam koniec chcielibyśmy się podzielić niezwykle interesującą publikacją od Dropboxa, która o ile nie dotyka wszystkich punktów z listy, to pomóc może w dwóch ostatnich. Udostępnili oni bowiem publicznie swoje wymagania na poszczególne poziomy, i musze przyznać, że mają to bardzo dobrze rozkminione - aczkolwiek muszę przyznać, że my w firmie rodzicu Vived - VirtusLab - też mamy podobne, wewnętrzne engineering progression, więc akurat jak fajnie działa taki system mam wrażenia z pierwszej ręki. Może jednak publikacja Dropboxa będzie inspiracją dla wielu firm.

Źródła


‌Pamiętajcie, żeby spróbować Vived, jeśli chcesz otrzymywać tego typu treści spersonalizowane pod Ciebie!