1. StackOverflow kupiony przez Prosus - trochę mięska i szczegółów 🍖

Zaczynamy od informacji, o której pewnie słyszał w zasadzie każdy, ale ze względu na przyzwoitość ciężko by było o niej nie wspomnieć. Opisywanie roli StackOverflow w dzisiejszym ekosystemie IT byłoby chyba marnowaniem waszego czasu. Dlatego też skupię się tutaj na innych aspektach ich deala, zaczynając od najważniejszego - kim ten cały Prosus właściwie jest?

W komunikatach marketingowych wspominane jest jego europejskie pochodzenie, ale jak to z dużymi podmiotami bywa, prawda jest dużo bardziej złożona. O ile brand “Prosus” nie jest szeroko znany (chyba, ja pierwszy raz o nim usłyszałem), o tyle jego rodzic, grupa Nasper, to firma przewijająca się przez media. Prosus ma zajmować się w ramach południowoafrykańskiej grupy podmiotami internetowymi i notowany jest na holenderskiej giełdzie Euronext (tej samej, na której debiutował niedawno Inpost - jak wspomniałem, narodowość to dość skomplikowana sprawa). Ich największym sukcesem jest wczesna inwestycja w Tencenta. Po ostatniej sprzedaży 2% firmy za 15 milardów dolarów (udało mi się znaleźć informacje, że była to największa tego typu transakcja w historii 🤑), firma obecnie jest w posiadaniu pakietu 28.9% akcji chińskiego giganta i pozostaje jego największym udziałowcem.

Eh, inwestowanie w chińskie spółki było zdecydowanie dobrym pomysłem

Dobra, to wiemy kim jest inwestor, spójrzmy na samą inwestycje.

Próbowałem znaleźć ślady mówiące o tym, czy Stack miał jakieś problemy, czy po prostu Prosus przyszedł z ofertą “nie do odrzucenia”. Nie pomógł mi w tym dość łzawy post wspominkowy Joela Spolsky’ego, twórcy platformy - jak zwykle Joela dobrze się czyta (parę jego tekstów to z mojej perspektywy prawdziwe klasyki), ale niestety nic zza kulis się z niego  nie dowiemy. Przeglądając dyskusje z HackerNews znaleźć można sugestie, że tak naprawdę StackOverflow zaczęła rosnąć konkurencja pod postacią GitHub Discussions. Muszę przyznać, że z mojej perspektywy coś w tym jest - o ile moje wejścia na Stacka to dosyć przypadkowe trafienia z Google (memem w zasadzie stało się, że nikt nie wie jak wygląda strona główna SO), o tyle w wypadku większości problemów pierwszym miejscem do którego zmierzam są właśnie GitHubowe issues. StackOverflow bardzo mocno jeździ na pstrym koniu łaski wielkiego G.

A jak wygląda temat finansowy? SO przewidywało w zeszłym roku przychód 27 milionów dolarów, więc jeśli nawet byłby to czysty zysk, Prosus potrzebowałby pięćdziesięciu lat, aby inwestycja się zwróciła. Na obronę firmy - dalej rośnie intensywnie, a pandemia w tym na pewno nie zaszkodziła. Jednocześnie jednak społeczność jest nieco zaniepokojona, zwłaszcza że dopiero co strona śmieszkowała na pierwszego kwietnia o limitowaniu darmowych copy-past ze strony i dedykowanym hardware. Prosus może chcieć jednak zarobić na inwestycji np. przy pomocy pozyskanych z niej danych.

Społeczność jest trochę zaniepokojona.‌‌

Na koniec odrobinę prywaty - miałem w życiu dosyć krótki epizod z byciem aktywniejszym członkiem społeczności StackOverflow. Szybko odpadłem, ale zabawa była niezła.

Ostatecznie udało mi się zebrać na tyle reputacji, żeby trafić do najwyższej ćwiartki, co nie jest wielkim sukcesem, biorąc pod uwagę, że znaczący procent userów nigdy nie wychodzi poza reputację 1.

Źródła

2. EAGLE ACT - Zmiany w systemie wizowym USA 🦅

O ile o sprzedaży StackOverflow słyszeli pewnie wszyscy (choć mam nadzieję, że udało się nam dodać tyle mięska, aby umotywować kolejny post na ten temat), o tyle mam dla Was coś, co mam wrażenie przeleciało pod radar w zasadzie wszystkich (nie mogłem znaleźć ani słowa o tym w polskich mediach). Informację bardzo ciekawą z punktu widzenia wszystkich, którzy chcieli kiedyś wyjechać do Doliny Krzemowej.

No bo przyznajcie się, każdemu na jakimś etapie życia przeszło to przez głowę.

Żeby móc legalnie pracować w Stanach Zjednoczonych (a w naszej branży inaczej niż legalnie pracuje się ciężko), niezbędne jest posiadanie wizy pracowniczej lub pozwolenia na pobyt stały (tak zwanej zielonej karty) - nie będę tutaj wchodził w szczegóły, bardzo dobrym źródłem dla zainteresowanych niuansami jest przewodnik, który napisała kiedyś firma FunctionalWorks. Obecny system imigracyjny uniemożliwia w danym roku wymusza, aby nie więcej niż 7% wniosków o tak zwaną “zieloną kartę” przyjmowane było z pojedynczego kraju. Z jednej strony, powoduje to dość dobre rozłożenie poszczególnych nacji, z drugiej sprawia, że gęsto zaludnione kraje (jak Indie czy Chiny) szybko uderzały w limity.

Eagle Act, o którym piszemy zniesie ten limit i podniesie górny limit zielonych kart dla pojedynczego kraju z 7% do 15%. Jest to dobre dla firm (wolniej będą uderzać w sztuczne limity przy zatrudnianiu specjalistów), ale z naszej (polskiej) perspektywy zmiana wydaje się niekorzystna - potencjalnie nawet 30% wszystkich miejsc może zajęte zostać tylko przez dwa wyżej wspomniane kraje, o więcej niż miliardowej populacji. Znalazłem statystyki mówiące o tym, że Polacy i tak stanowili tylko ok. 2% wszystkich przyjmowanych - podniesienie limitu nie ma dla nas większych bonusów.

Tak, wiem, w czasach pracy zdalnej bardzo wiele firm zaczęło rekrutować zdalnie, ale ciągle jednak niejednej osobie marzy się wyjazd do Nowego Jorku czy San Francisco, dlatego też stwierdziłem, że podzielimy się z Wami tą informacją.

Źródła

3. Google tworzy specjalny procesor na potrzeby YouTube - źle czy dobrze? 🤔

A na koniec informacja, która zapewne nie trafiłaby do tej edycji, gdyby mój wzrok nie powędrował do sekcji komentarzy artykułu.

I zostawcie czasem jakieś swoje na naszym Facebooku. Wtedy wiemy, że z nami jesteście.

Otóż Google poinformowało, że YouTube przechodzi na wyspecjalizowane procesory Argos (pozwalający na super efektywne transkodowanie wideo), porzucając używane do tej pory rozwiązania “generalnego użytku” dostarczane przez Intela. Unikalne jednostki obliczeniowe to coś dosyć naturalnego w świecie sztucznej inteligencji - Google posiada w końcu swoje TPU, Amazon Inferentie, Microsoft zaczął zaś używać rozwiązania dostarczonego przez GraphCore. Również na rynku komputerów domowych dzieje się ciekawie - Apple przerzuciło się na M1, Microsoft również pracuje nad własnym chipem ARM, swojego Exynosa dla komputerów domowych niedawno pokazał też Samsung. Nad własnymi rozwiązaniami z dziedziny procesorów pracować ma też ByteDance. Wyspecjalizowane podzespoły są dopasowane do unikalnych potrzeb rozwiązań, które będą napędzać. Przez to mają być zarówno szybsze, jak i wydajniejsze energetyczne - a więc i posiadać mniejszy świat węglowy.

Jest się na pewno z czego cieszyć, ale w tej całej beczce miodu jest z mojej perspektywy dość duża łyżka dziegciu (którą wzbudził we mnie wspomniany komentarz). W technologicznym rynku i tak mocno zmierzającym w kierunku oligopolu, niedługo może się okazać, że aby konkurować z dużymi graczami, niezbędny będzie nie tylko pomysł, know-how techniczny i światowej klasy zespół, ale również własny hardware. Tego typu rozwiązania jak wspomniany Argos co prawda trafiają czasem do chmur publicznych, ale nie kłammy się - zdecydowanie najbardziej opłacają się one oryginalnym twórcą. Każde ogłoszenie o nowym, super wydajnym procesorze, to nie tylko cios w jeszcze niedawną dominację Intela, ale również fosa utrudniająca wejście na rynek potencjalnej konkurencji.

I żeby nie było, absolutnie nie traktujcie mnie tutaj za negacjonistę globalnego ocieplenia.

Dlatego też kochajmy Intela - może się okazać, że to dotychczasowy monopolista ratuje nas przed zakusami TheBigTech, sprzedając swoje rozwiązania wszystkim zainteresowanych. Zwłaszcza, że ich przenośne rozwiązania nie dostają tyle miłości, a to też perełki inżynierii - w zeszłym tygodniu Intel pokazał ultramobilny procesor taktowany zegarem 5Ghz.

Źródła


‌Pamiętajcie, żeby spróbować Vived, jeśli chcesz otrzymywać tego typu treści spersonalizowane pod Ciebie!